Reklama
  • Czwartek, 15 września 2016 (13:06)

    Czas pójść do szkoły

Mówmy dziecku, jak bardzo je kochamy, jakie jest wspaniałe – dodamy mu pewności i wiary w siebie. To baza na całe życie. Od września na dzieci i rodziców czeka dużo wyzwań i emocji. Nasz psycholog radzi, jak stawić im czoło i uporać się z trudnościami.

ŚK: Kiedy pierwszego września, rano, w wielu domach zadzwonią budziki, będzie to oznaczało nie tylko zmianę rytmu i organizacji dnia. To też zapowiedź, że idzie nowe...

MZ: Wiele dzieci po raz pierwszy przekroczy próg szkoły albo rozpocznie kolejny etap nauki – i jest to duża zmiana nie tylko dla nich, ale też dla rodziców. Zmiany, choć są elementem naszego życia, często budzą lęk. To naturalne – obawiamy się tego, czego nie znamy. I niestety nie ma jednej recepty, jak te obawy przezwyciężyć. To, co radzę rodzicom, zwykle jest bardzo proste – dajmy sobie czas na oswojenie z nową sytuacją. Bez wybiegania w przyszłość, bez zamartwiania się na zapas, bez napięcia, bo ono niepotrzebnie udziela się wszystkim członkom rodziny. Zanim więc w domach zadzwonią budziki, zastanówmy się raczej, jak zaplanować pierwsze dni września, by dla wszystkich był to jak najmniej stresujący okres.

Reklama

ŚK: Czyli warto pomyśleć o tym jeszcze w sierpniu?

MZ: Tak. Dzięki temu początek roku szkolnego po prostu może być łatwiejszy. Szczególnie dla pierwszoklasistów – tych kilkuletnich. Bo dla nich zmiana środowiska przedszkolnego na szkolne jest jednak najtrudniejszym doświadczeniem.

ŚK: No tak, rodzice często martwią się, czy dziecko poradzi sobie w szkole, czy nie zniechęci się do nauki, czy udźwignie ciężki plecak...

MZ: Zatroskanie jest jak najbardziej naturalne – to część rodzicielstwa. Ale w tym momencie istotne jest jednak to, co dla dziecka jest ważne – a zwykle są to zupełnie inne sprawy niż te, o których myślą rodzice. Dlatego nie obciążajmy dziecka naszymi troskami. Ono nie martwi się ciężkim plecakiem. Dla niego ważne jest, by był różowy albo z ulubionym bohaterem kreskówki. Większą uwagę skupmy na adaptacji do nowego miejsca, czyli postarajmy się, aby dziecko poczuło się w szkole bezpiecznie i dobrze. Przed wrześniowym debiutem warto więc ją odwiedzić, zobaczyć wspólnie klasę, szatnię, stołówkę, toaletę. Kiedyś chłopiec zapytał mnie: A co ja będę w szkole jadł? Gdzie zrobię siku? Często tak oczywiste dla nas sprawy są tymi najtrudniejszymi dla dziecka i najbardziej zaprzątają jego głowę.

ŚK: Na czym więc powinniśmy się skupić, by pomóc dziecku i jednocześnie mieć poczucie, że działamy konstruktywnie?

MZ: Na każdym etapie nauki bardzo potrzebna i ważna jest samodzielność. Wspieranie jej – to właśnie zadanie dla rodziców, którzy będą najlepszymi nauczycielami swojego dziecka. Bądźmy – jak ja to nazywam – osobami towarzyszącymi. Nie prowadźmy dziecka za rękę, nie wyręczajmy go, natomiast pomagajmy mu. To najmłodsze potrzebuje naszej pomocy najwięcej. Pokażmy mu, jak sprawdzać plan lekcji, jak pakować plecak, worek na WF itd. Potem celowo i stopniowo wycofujmy się, dając dziecku pole do samodzielnego działania.

ŚK: A co z pracami domowymi? Odrabiać je wspólnie czy zostawić je dziecku?

MZ: Nauka samodzielnego odrabiania jest ważna, ale dziecko musi najpierw wiedzieć, co to znaczy samodzielnie odrabiać lekcje. W każdym naszym działaniu, próbie nauczenia jest etap, kiedy dziecko robi coś wspólnie z nami, a potem etap, kiedy się wycofujemy i dziecko zaczyna robić coś samo. Tak też potraktujmy odrabianie lekcji. Po powrocie ze szkoły konieczna jest godzina, półtorej relaksu. Pozwólmy dziecku odpocząć, pobawić się, wyciszyć (nie włączajmy telewizora – to nie pomaga się odprężyć).

Przygotujmy coś do jedzenia, bo w pierwszych tygodniach nauki stres jest tak duży, że dzieci zapominają zjeść w szkole. Potem uprzedźmy dziecko, że za 5 minut siadamy do lekcji. I tak też konsekwentnie zróbmy. Nawet jeśli pociecha nie zna się na zegarku -- powiedzmy jej, że lekcje będziemy odrabiać np. od godziny 17 do 17.45. Pokażmy ten czas. Od razu zaproponujmy też miłą aktywność po lekcjach. To jest motywacja, by sprawnie je odrobić.

ŚK: Są dzieci, które w czasie odrabiania lekcji wiercą się, kręcą, muszą załatwić nagle jakąś ważną sprawę. Co wtedy robić?

MZ: To sygnał, że system nerwowy „domaga się” odpoczynku. Dziecko potrzebuje przerwy. Wystarczy kilka podskoków, porzucanie piłką – i znów można usiąść do zadań. Jeśli taki kłopot ma starsze dziecko – być może nie jest w stanie się skupić, coś je rozprasza. Warto skonsultować to z pedagogiem i popracować nad koncentracją.

ŚK: Dużo łatwiej jest rodzicom, których dziecko jest skupione, uważne, poukładane. Ale gdy jest zapominalskie, roztargnione... Jak je wspierać, by radziło sobie w szkole?

MZ: Codziennie stawiajmy przed nim małe cele, zaczynajmy od drobnych kroczków. Nagradzajmy je pochwałą za każdy sukces: Dziś nie zapomniałeś worka – super! Zobacz – w tym tygodniu trzy razy udało ci się nie spóźnić – zaznaczmy to w dzienniczku! Wierzę, że za miesiąc będziesz najpunktualniejszym uczniem w klasie. Mówmy dziecku, co robi dobrze, starajmy nie skupiać się na negatywnych sprawach.

ŚK: A kiedy w szkolnym debiucie przeszkadza nieśmiałość?

MZ: Nieśmiałe dziecko nie stanie się z dnia na dzień przebojowe i pewne siebie. Ale możemy mu pomóc przełamać bariery. Warto stwarzać naturalne sytuacje, które ośmielą je i ułatwią szkolny start. Jeśli problem dotyczy np. relacji z rówieśnikami – zaproponujmy, aby nasza pociecha zaprosiła do domu nowego kolegę z ławki albo umówiła się z nim na placu zabaw.

Zachęcajmy do spotkań z innymi dziećmi, np. sąsiadów, znajomych. Dobrze, by dziecko miało różne doświadczenia z różnymi dziećmi, bo to pomaga pokonywać nieśmiałość. Rodzice czasem pytają mnie, czy od razu powinni pójść do nauczyciela i uprzedzić go o tym. Nie trzeba. Starajmy się cierpliwie poczekać do pierwszej wywiadówki – wtedy dowiemy się, co na ten temat powie wychowawca, który na pewno zdąży poznać już trochę nasze dziecko. Może okazać się, że... w klasie wcale nie jest ono nieśmiałe!

ŚK: A jeżeli nasze dziecko nie umie zaadaptować się w nowej klasie?

MZ: O tej sytuacji na pewno należy porozmawiać z wychowawcą. To jego rola, by przyjrzał się relacjom w grupie, poobserwował też uważnie nasze dziecko. Warto wybrać się również do szkolnego pedagoga lub psychologa. Być może niezbędna okaże się jego współpraca z całą klasą. W skrajnych sytuacjach można zastanowić się nad zmianą szkoły.

Dziecko, które ma trudności z odnalezieniem się w grupie, należy zachęcać do integrowania się z rówieśnikami poza szkołą, np. na zajęciach dodatkowych, gdzie chodzą dzieci z różnych środowisk, różnych szkół, a łączą je wspólne zainteresowania, pasje i cele.

ŚK: Co zrobić, gdy mamy odwrotną sytuację – dziecko wchodzi w nowe środowisko i jest nim tak zafascynowane, że przesadza z intensywnością życia towarzyskiego, zaniedbuje naukę? Wprowadzać ograniczenia czy przeczekać?

MZ: Trzeba wprowadzić ograniczenia. Możemy wspólnie zaznaczać w kalendarzu, ile czasu w tygodniu dziecko może przeznaczyć na spotkania ze znajomymi, ile czasu ma poświęcać na naukę, a ile na życie rodzinne – bo obowiązki wobec rodziny także są ważne i powinniśmy je egzekwować.

ŚK: Przed rozmową z Panią zapytałam kilkoro debiutantów (w wieku od 6 do 16 lat), o czym myślą przed rozpoczęciem roku szkolnego. Każdy powiedział mi w zasadzie to samo: Chcę mieć koleżankę, z którą usiądę w ławce. Chcę być lubiany w klasie. Ciekawe, jakie będzie towarzystwo.

MZ: To właśnie pokazuje, jak bardzo ważne są relacje z rówieśnikami. Okres od podstawówki do liceum to czas najintensywniejszego społecznego rozwoju dziecka. I pamiętajmy, że na każdym etapie jest to priorytet. Zmienia się tylko myślenie o grupie. Dla małego dziecka ważny jest kolega w ławce. Dla starszego – grono rówieśników. Bo to właśnie z nimi się porównuje, w nich szuka swojego odbicia, akceptacji. Relacje z rówieśnikami kształtują tożsamość dziecka.

ŚK: Szkoła to też czas nawiązywania i budowania przyjaźni – czasem na całe życie. Idealnie, gdy my, rodzice, tę przyjaźń akceptujemy.

MZ: Tak, to zdecydowanie łatwiejsze...

ŚK: ... niż, gdy przyjaciel dziecka działa nam na nerwy?

MZ: Wtedy można spróbować go polubić, ale też niekoniecznie. To również cenna lekcja dla dziecka. Nie musimy lubić każdego i nie każdy musi lubić nas. Natomiast należy się szanować. I to pokazujmy dziecku – szanujemy ciebie i twoich przyjaciół. Jeśli jednak przyjaźń jest toksyczna i widzimy, że bardzo niedobrze działa na nasze dziecko, zachęcajmy je do spotkań z innymi rówieśnikami. Fajnie znaleźć taką odskocznię – wtedy na bazie tych doświadczeń dziecko może zobaczyć, jak różne są relacje i jak różne oblicza przyjaźni.

ŚK: Pierwsze klasowe imprezy, pierwsze miłości – to też wyzwanie.

MZ: Trzeba się z tego cieszyć. To kolejny wzruszający, wspaniały etap rozwoju naszego dziecka. Bądźmy dumni tak samo, jak wtedy, gdy stawiało pierwsze kroki czy uczyło się czytać. Nasze dziecko dorasta!

ŚK: Kontrolować nastolatka czy ufać mu?

MZ: Ufać i kontrolować w granicach rozsądku. A przy tym mieć też kontrolę nad własnymi emocjami i reakcjami. Pamiętajmy, że jesteśmy za swoje dziecko odpowiedzialni, ale też nie jesteśmy w stanie ustrzec go przed wszystkimi zagrożeniami. To, co możemy robić, to budować naszą relację, by była oparta na zaufaniu.

Gdy dziecko zorientuje się, że ma regularnie przeglądany plecak, telefon, konto na Facebooku, przestaniemy być dla niego wiarygodni. Martwmy się i sprawdzajmy wtedy, kiedy mamy poważne podejrzenia. Bo jeśli chcemy sprawdzać dziecko tylko dla samego sprawdzania – to nie ma sensu. Gdy rzeczywiście coś znajdziemy, nie wystarczy powiedzieć: No tak, to było do przewidzenia! Trzeba wiedzieć, co z tą wiedzą zrobić. Warto o tym pomyśleć, zanim sięgniemy po osobiste rzeczy dziecka.

ŚK: A wracając do spraw szkolnych – wszyscy znamy ostrzeżenia typu: Weź się do nauki, bo będziesz mieć zaległości, zobaczysz, nałapiesz jedynek... Jak formułować oczekiwania, by motywowały dziecko do pracy?

MZ: Wprost i bez emocji, choć jest to trudne: Popraw trójkę, przynajmniej na czwórkę. Zobacz, dużo już zrobiłeś. Ale jeśli przerobisz jeszcze ten materiał, możesz zawalczyć o piątkę. Albo inaczej: Jesteś zdolny, masz potencjał – warto pracować, rozwijać się, wykorzystać to, a zyskasz w przyszłości.

ŚK: Jak zachęcać do nauki ucznia, który orłem nie był i nie jest?

MZ: Trzeba określić oczekiwania i nie mieć wygórowanych wymagań: Minimum musi być zrobione. Na trójkę dasz radę się nauczyć. Szukajmy mocnych stron dziecka, uświadamiajmy mu, w czym jest dobre i na tym się skupiajmy. Sami też starajmy się tą dziedziną zainteresować i wspierać w niej dziecko. Gdy nauka idzie słabo, rozmawiajmy z nauczycielami i wspólnie szukajmy rozwiązań. Odpowiedzialność nie powinna spoczywać wyłącznie na dziecku. Nawet jeśli świadomie odpuściło jakiś przedmiot, który wydawał mu się mniej ważny.

ŚK: A gdy mamy zdolne dziecko? Zachęcać je do działu w konkursach, olimpiadach, wyścigu szczurów?

MZ: Uważam, że decyzję dziecko powinno podjąć samo. Udział w konkursach wiąże się z dużym nakładem pracy. Jeśli te konkursy są zbieżne z zainteresowaniami dziecka – można je zachęcać, ale nic na siłę.

ŚK: Jakie są najczęstsze błędy rodziców, których popełniać nie powinni w czasie całej edukacji swoich dzieci?

MZ: Najczęstszy błąd to niedostosowanie oczekiwań do możliwości dzieci. Ale tak naprawdę nie bójmy się błędów. Wszyscy je popełniamy. Warto wyciągać z nich wnioski. A do zmian i wyzwań podchodzić z nadzieją i dużą dawką optymizmu!

Rozmawiała Anna Szafrańska

Świat kobiety

Zobacz również

  • Odbieram 7- i 9-letniego wnuka ze szkoły po lekcjach. Są u mnie aż do powrotu rodziców z pracy. Chłopcy ciągle się kłócą, a nawet biją. Skarżą na siebie, jeden obwinia drugiego. Bez przerwy muszę... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.