Reklama
  • Poniedziałek, 18 marca 2013 (09:21)

    Rozmowa z sekretarzem MEN: Jesteśmy po tej samej stronie

O akcji rozmawiamy z sekretarzem stanu Ministerstwa Edukacji Narodowej, wiceministrem Tadeuszem Sławeckim (Polskie Stronnictwo Ludowe)

CdC: MEN patronuje wielu programom prozdrowotnym, m.in. przyznaje certyfikat „Szkoła promująca zdrowie”. My uważamy, że to za mało. Zdaniem CdC należy ustawowo zarządzić stosowanie norm żywienia w stołówkach szkolnych.

Reklama

TS: „Szkoły promujące zdrowie” robią świetne rzeczy. Pokazują, że jest alternatywa dla niezdrowego stylu życia. Np. dzieci zwiedzają gospodarstwa ekologiczne, gdzie dostają czipsy: jabłkowe. Docieramy do świadomości dzieci, a przez nie – do rodziców. Zmienia się mentalność, naprawdę.

CdC: Ale nawet w szkołach promujących zdrowie NIK znalazł w sklepikach czipsy i colę.

TS: Jeśli uczeń chce kupić czipsy, to je kupi. Minister nie ma na to wpływu. To dyrektorzy szkół i rodzice mają realny wpływ na to, co jest w szkolnych sklepikach.

CdC: Nie zawsze rodzice mają czas to kontrolować. A firmy cateringowe? Je jeszcze trudniej przypilnować. To musi być ustawa. I to zadanie dla Was: MEN i Ministerstwa Zdrowia. Chcemy, byście wystąpili z projektem ustawy, gwarantującej żywienie w stołówkach zgodne z normy żywienia.

TS: Nie mówiąc nie, powiem o określonych trudnościach. Po pierwsze prowadzenie stołówki nie jest obowiązkowe. Szkoła może ją mieć, ale nie musi. To mieści się w ramach funkcji opiekuńczej szkoły. A szkołami zajmują się samorządy, które zamiast szkolnych stołówek wybierają inne formy żywienia, np. catering. Jeśli jest możliwy wybór, to ministerstwo zawsze jest za tym, by posiłki przygotowywano w szkolnej stołówce.

CdC: Słusznie, my też się tego cateringu obawiamy.

TS: Po drugie: Nie wszystkie dzieci korzystają ze stołówek. Są kraje, które wprowadziły regulacje, ale tam o stałej porze wszyscy uczniowie idą do stołówki na lunch i razem jedzą. Tam inaczej wygląda też system dotowania posiłków. A po trzecie: Żyjemy w społeczeństwie demokratycznym, a nie zarządzanym centralistycznie. To kiedyś minister zarządzał wszystkim. Dziś szkoła ma statut, a finansami rządzi samorząd.

CdC: Ale to też kwestia zasad. Szkoła powinna dawać dobry przykład pod każdym względem. Nie tylko uczyć ułamków, ale i uczyć, co to jest dobre jedzenie, a co złe. We Francji rząd uznał, że tak należy...

TS: Nie chcę składać deklaracji bez pokrycia. Mogę obiecać, że na pewno nad tą kwestią wspólnie z ministrem zdrowia się pochylimy. Ale ja wciąż bardziej wierzę w promocję, w edukację, niż we wprowadzanie obowiązkowych norm. Zdrowy styl życia to już nie moda, a konieczność. To już dotarło do świadomości. Już poszło, jak śnieżna kula.

CdC: PSL pracuje nad ustawą, zakazującą sprzedaży śmieciowego jedzenia w szkołach...

TS: Sklepiki to trudna sprawa, bo mamy do czynienia z interesami wielkich koncernów. Wszyscy mamy tego świadomość. Nie chcemy iść na wojnę z koncernami. Jednak mamy prawo żądać, aby produkty, które sprzedają, nie szkodziły. Ustawa ma określić dopuszczalną zawartość cukru, soli, barwników... Damy dyrektorom szkół pewien instrument do ręki. Sklepiki w szkole? Proszę bardzo, ale zależy jaki asortyment.

CdC: Nasz pomysł idzie dalej.

TS: Zapewniam, że chodzi nam o to samo, o co wam. Zróbmy na razie ustawę o żywności „śmieciowej”. Jeśli nam się uda – a jesteśmy skazani na sukces – możemy spróbować pójść o krok dalej.

Chwila dla Ciebie

Zobacz również

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.