Reklama
  • Wtorek, 23 lutego 2016 (13:05)

    Zdrowe i pyszne jedzenie dla dziecka

Zdrowe jedzenie może być pyszne, przekonuje Grzegorz Łapanowski. I proponuje przepisy na potrawy, które zachwycą każdego małego niedowiarka.

Reklama

Grzegorz Łapanowski znany kucharz, który założył fundację Szkoła na Widelcu i z nią organizuje warsztaty kulinarne dla dzieci. W TV Polsat Cafe prowadzi program „Misja stołówka”.

OLIVIA.: Dzieci buntują się przeciwko nagłemu ograniczeniu soli i cukru w posiłkach serwowanych na stołówkach. Czy rzeczywiście nie chcą jeść zdrowo?

Grzegorz Łapanowski: Właśnie że nie! Z badań, które przeprowadziła nasza fundacja, wynika, że tylko 10 proc. dzieci chciałoby widzieć w szkolnych sklepikach kebab czy frytki. Reszta, czyli aż 90 proc., nie ma nic przeciwko zdrowej żywności.

O.: Zdrowa dieta nie kojarzy się im źle?

G.Ł.: Dzieci po prostu chcą jeść smacznie. Wszystko zależy od tego, jakie mają doświadczenia ze zdrowym jedzeniem. Jeśli dostały np. rybę bez smaku, to potem kręcą na nią nosem. Ale jeśli już dodamy do niej warzywa, przyprawimy świeżymi ziołami, zmienią zdanie, zwłaszcza jeśli będziemy w tym konsekwentni.

Albo owoce – które nie sięgnie do koszyka wypełnionego świeżymi, kolorowymi owocami? Trzeba tylko im to pokazać, pozwolić dotknąć, powąchać, spróbować. A nade wszystko, uczyć przez zabawę, bo to właśnie je interesuje.

O.: To zadanie rodziców?

G.Ł.: Zwykle rodzice uczą dzieci, co wybierać, jak przyrządzać posiłki. Tak było zawsze i w większości domów nadal tak jest. Mnie mama uczyła robić pierogi, gotować rosół. Jednak z naszą wiedzą o jedzeniu i gotowaniu nie jest najlepiej. Czasu też mamy niewiele. A przecież ważne jest, aby nasze umiejętności przekazywać młodemu pokoleniu.

Tradycyjna kuchnia polska jest prosta. Może też być zdrowa, jeśli tylko chcemy. Dzięki zupom, warzywom, kiszonkom, kaszom. Skoro na edukację kulinarną brak czasu w domu, warto, by o zdrowym żywieniu uczyć dzieci nie tylko w szkole, ale i w przedszkolu.

O.: Czy łatwo przekonać je do nowości?

G.Ł.: To wymaga czasu i starań. Tylko najmłodsze dzieci, do drugiego roku życia, jedzą wszystko, co mama im poda. Później już trudniej zaakceptować nowy smak. Badania pokazują, że czasem trzeba zjeść coś nawet dziesięć razy, aby w pełni to zaakceptować. Czyli jeśli chcemy przekonać dziecko do jakiegoś składnika, trzeba wykazać naprawdę dużo cierpliwości. Ale wywieranie zbyt dużej presji nie ma sensu. Lepiej zaciekawić. Opowiedzieć historię. Zaprosić do wspólnego gotowania.

O.: Ale jak sprawić, aby spróbowało ten pierwszy raz coś, czego nie zna?

G.Ł.: Przede wszystkim niech dzieci gotują razem z nami, oczywiście na miarę swoich możliwości. Wystarczy, gdy wymieszają sos, porwą liście sałaty. Potem zdecydowanie chętniej będą jeść. I taką przyjazną atmosferę wokół gotowania w domu warto stworzyć. Najgorzej jest powiedzieć: „Zjedz, bo zdrowe”. Wtedy od razu w dziecku odzywa się natura buntownika.

Polecam więc sposób sprawdzony na naszych warsztatach, w których do tej pory wzięło udział ponad 10 tysięcy dzieci. Nie tylko pokazujemy, że gotowanie może dawać frajdę, ale też opowiadamy, jak jedzenie powstaje i skąd pochodzi. Bo dzieci często nic o tym nie wiedzą, poza tym, że produkty kupuje się w sklepie! A tu dowiadują się, że pomidory nie są naszym polskim warzywem, że przypłynęły do Europy z Ameryki za czasów Kolumba i na początku były traktowane jak trucizna!

Demonstrujemy, że można je jeść na setki sposobów. Nie chcą plasterka pomidora na kanapce? Nic dziwnego, bo w styczniu nie jest smaczny. Może więc keczup domowej roboty albo połówkę suszonego pomidora? Salsę, zupę lub sos? To pomaga oswoić konkretny produkt, zrobić z niego niemal kumpla i sprawdza się prawie zawsze.

O.: Co robić, jeśli dziecko nie lubi kanapek i nie chce zabierać ich do szkoły?

G.Ł.: Warto najpierw siebie zapytać, czy my zjedlibyśmy je z ochotą. Bo często robimy wciąż takie same. Dlaczego dziecku mają się nie znudzić? Mamy teraz przecież lunchboxy, w które oprócz kanapki możemy zapakować pokrojone warzywa, np.: ogórek kiszony, seler naciowy, słupki marchewki, marynowaną paprykę, nawet kapustę kiszoną. Warto zapytać dziecko, co chętnie by zjadło w czasie przerwy.

Do pudełka można przecież zapakować sałatkę makaronową, omlet. Jeśli dziecko lubi naleśniki, może je zjeść na zimno. Bo jedzenie może być bardzo proste, ale musi być urozmaicone i z dobrych składników. Wtedy będzie smakować.

Olivia

Zobacz również

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.